niedziela, 26 listopada 2017

RODZINNE WARSZTATY ADWENTOWE (21.11.2017) w przedszkolu Dzieciątka Jezus

RODZINNE WARSZTATY ADWENTOWE (21.11.2017) - prowadzenie: mgr sztuki Małgorzata Ewa Tuszyńska - MTA Pracownia, katolicki zespół pracowni artystycznych
Adwent, czyli radosny czas oczekiwania na Boże Narodzenie tuż, tuż... a u nasz tej okazji tworzyliśmy prawdziwe dziełą sztuki użytkowej na RODZINNYCH WARSZTATACH ADWENTOWYCH. We wtorek, 21 listopada zebraliśmy się, aby wspólnie przygotować do wystroju domowego: wieniec adwentowy, kalendarz adwentowy i lampion na roraty. Adwent w tym roku trwa 22 dni - rozpoczyna się 3 grudnia i trwa do 24 grudnia włącznie. Te i inne ciekawostki opowiadaliśmy sobie podczas warsztatów o tym, że np. taki wieniec musi posiadać cztery świece, które symbolizują cztery niedziele Adwentu, że tradycja przygotowywania wieńca na potrzeby rodzinne trwa już w Polsce od 1925r., a posiadanie kalendarza adwentowego, który wzmacnia radość z oczekiwania na Narodzenie Pana Jezusa, aż od 1851r. Nasze warsztaty były nie tylko okazją do przyswojenia nowych lub utrwalania już nabytych umiejętności rękodzielnyczych, ale też dały nam dużo radości z tworzenia w tak licznym gronie, zacieśniania więzi rodzinnych i przyjacielskich, a podczas przerwy do podstaw nauki jednego z tańców towarzyskich latynoamerykańskich: "cha-cha-cha".















piątek, 24 listopada 2017

ARTYSTA DOBRY JAK CHLEB

Pedagogika artystyczna Adama Chmielowskiego w pismach i twórczości,
czyli miłość cenniejsza od sztuki
Małgorzata Ewa Tuszyńska

wykład wygłoszony na Akademii Sztuk Pieknych w Krakowie w dn.18.11.2017 w czasie realizacji projektu: ARTYSTA DOBRY JAK CHLEB

Przede wszystkim jestem wzruszona tym faktem, że nasza konferencja zaistniała. Ponieważ pomysł tego dzisiejszego wydarzenia zrodził się we mnie już rok temu przed ogłoszeniem roku 2017 jako roku św. Brata Alberta cieszę się ogromnie, że na najbardziej prestiżowej uczelni plastycznej w Polsce rozbrzmiewa dzisiaj i rozbrzmiewać będzie imię jednej z najbardziej zasłużonych i wartościowych osób w naszym narodzie: mówimy dzisiaj o Adamie Bernardzie Hilarym Chmielowskim – powstańcu, artyście malarzu, pracowniku socjalnym w habicie, który umiłował najbardziej ubogich.
Skąd taki pomysł na odnalezienie pedagogiki artystycznej w tym co pozostawił po sobie św. Brat Albert w okresie życia kiedy jeszcze był znany jako Adam Chmielowski – artysta malarz? Moja fascynacja jego postacią zaczęła się jeszcze w latach 90-tych kiedy byłam uczennicą liceum ogólnokształcącego, klasy o profilu pedagogicznym. W naturalny sposób - nie wiedząc wówczas – pielęgnowałam w sobie pamięć o jego postaci, zastanawiałam się jaki obrać kierunek swojego wyższego wykształcenia i czy powiedzie się mój pomysł na ukończenie studiów  na kierunku pedagogiczno-artystycznym. Owszem i tak się stało. Z radością po moich 20-tych latach pracy pedagogicznej i artystycznej stwierdzam, że wybrałam dobrze. Zawsze potrzebowałam prawdziwego autorytetu dla swoich działań i osobie Adama Chmielowskiego- św. Brata Alberta mam swojego osobistego i przede wszystkim duchowego. Po wielu latach pracy pedagogicznej i artystycznej,  a przy tym obserwacji różnych zjawisk w tych obu dziecinach, postanowiłam  w roku 2011 założyć grupę pod nazwą: Poszukujący Artyści Niezależni, im. Św. Brata Alberta. Następnie w 2016 r. powołałam do życia ośrodek edukacyjny: Mistrzowska Twórcza Akademia – katolicki zespół pracowni artystycznych, a w 2017 r. stowarzyszenie: Mamy Twórcze Aspiracje. Zarówno pierwsza jak i druga  i także trzecia inicjatywa mają mocny charakter misyjny, co wyraża się w:
 - głoszeniu idei permanentnej edukacji o prawdziwej istocie sztuki,
- zadaniach artysty zarówno tego uczącego się jak i nauczającego innych artystów,
- zwracaniu szczególnej uwagi rodzicom dzieci wybitnie uzdolnionych na to, że warto zaufać wyraźnym predyspozycjom artystycznym ich dziecka i zbytnio się nie troskać o to, że w przyszłości będą borykać się z dużymi problemami finansowymi z powodu nieatrakcyjności wybranej zawodowej drogi artystycznej, chociażby z prostego punktu wiedzenia, że nikt nie jest w stanie przewidzieć czyichś i swoich losów;
Idąc myślą dalej: co wyraża się również: świadomością ogromnej potrzeby wychowywania wrażliwości artystów jako twórców odpowiedzialnych za przekaz i odbiór ich sztuki przez widzów z różnych grup wiekowych i o różnej kondycji emocjonalnej, umysłowej oraz moralnej.
Wracając do tematu mojej wypowiedzi, pragnę na początku zaznaczyć, iż nie mogę stwierdzić z całą pewnością, że znalazłam receptę na nauczanie przedmiotów artystycznych czytając pisma pozostawione przez Adama Chmielowskiego i analizując treść jego dzieł plastycznych. Pewna jestem natomiast tego, że podjęłam próbę analizy jego wypowiedzi i odniesienia się do tych treści jako pedagog, który szuka najlepszych optymalnych rozwiązań w towarzyszeniu kształtowania się wrażliwości i warsztatu technicznego małych i dorosłych artystów. Tutaj może się pojawić pytanie: a dlaczego szukać pomysłu na nauczanie u jakiegoś artysty z końca XIX-tego wieku? Dla mnie postać Adama Chmielowskiego jest autorytetem. Z jego – jak by nie było niewielu wypowiedzi – wynika jasno, jakie miejsce należy się sztuce przy jej jednoczesnym docenianiu. Sama definicja pedagogiki wyjaśniam nam, że jest dyscypliną, która ma za zadanie prowadzenie i towarzyszenie naszym podopiecznym, należy do nauk społecznych zajmujących się rozwojem i zmianami mechanizmów wychowania oraz kształceniem na przestrzeni całego życia. Prezentowane poniższe treści będą miały na celu pokazanie troski Adama Chmielowskiego o wrażliwość artystów i kierowanie ich mentalności na myślenie o sztuce na serio po Bożemu, która powinna metodycznie i merytorycznie podnosić, a nie odwrotnie. Moim pragnieniem jest próba pokazania czy sugestia, że Adam może trochę niechcący ułożył swoistą pedagogikę artystyczną dla nauczycieli, uczniów, studentów uczelni artystycznych, a także dla całego społeczeństwa. Mam niezbite wrażenie, że Adam proroczo wskazywał kierunek myślenia i pewnego rodzaju wytyczne. Moim skromnym zdaniem uważam, że warto sygnalizować tę myśl, że już ponad 100 lat wcześniej Bóg zadbał o reanimację sztuki i przemian w niej i wybrał właśnie mężczyznę - artystę, który na „własnej skórze” doświadczył zalet i wad bycia tym artystą. Sam Chmielowski pisał: „Sztuka i tylko sztuka, byle jej uśmiech albo cień uśmiechu, byle jedna róża z wianka bogini, bo z nią sława i dostatek, i osobiste zadowolenie – mniejsza o resztę; gubi się w szalonej gonitwie rodzinę, moralność, ojczyznę, związek z Bogiem, gubi wszystko, co dodatnie i święte – lata uciekają, organizacja fizyczna niszczeje, a z nią i talent tak zwany – zostaje tylko rozpacz albo idiotyzm na dnie czaszki – poza tym – ale żeby tylko śmierć i nicość, ale i to nie, bo dusza nie umiera nigdy” („Pisma – List do Heleny Modrzejewskiej”, s. 61). To nie jedyne tak radykalne i mocne słowa wypowiedziane przez Adama na temat sztuki. W innym miejscu czytam o jego podejściu do tworzenia: „Ale jeżeli w tych dziełach kłaniamy się sobie – a oddajemy wszystko na ofiarę, to, choć to się nazywa zwykle kultem dla sztuki, w istocie rzeczy jest tylko egoizmem zamaskowanym; ubóstwiać siebie samego – to przecież najgłupszy i najpodlejszy gatunek bałwochwalstwa…” – tak pisze Adam. („Pisma…”, s.61). Myślę, że sztuka potrafi w trwały sposób odwrócić wzrok od drugiego człowieka i Boga, a tym samym zaprzeczyć nadrzędnemu prawu miłości, o którym wiem z Pisma Świętego z Księdze Wyjścia (20, 1-5) zapisano: „Bóg powiedział wszystkie te słowa: JA jestem PANEM, twoim Bogiem, który wyprowadził Cię z ziemi egipskiej, gdzie byłeś niewolnikiem. Nie będzie miał innych bogów oprócz mnie. (…) Ja jestem PANEM, twoim Bogiem, Bogiem zazdrosnym”. Dalej idąc myślą: z przykazania miłości wynika jasno, że miłość do Boga to całkowite oddanie się Jemu sercem, duszą, ciałem i siłą, a co za tym idzie kochanie swoich bliźnich jak siebie samego, co z kolei oznacza, że pragnę dobra tak dużego dla innej osoby,  jak bym pragnęła dla siebie samej i świadomie zatroskana unikam sytuacji, które wyrządziłyby krzywdę. Nasz artysta zapisał: „Czym byłem, zanim się urodziłem. Niczym. Skąd wziąłem byt? – od Boga. Kto utrzymuje mój byt? – P. Bóg. Wszystko czym jestem i co mam, dał i daje mi Bóg. Nic nie jest moją własnością tylko nicość, jestem niczym sam ze siebie, wszystko inne jest Boga własnością. Mam Mu wszystko oddawać i siebie samego. Po tom stworzony, żeby chwalić, czcić i służyć Bogu, a nie potrzebuje Bóg tego dla Siebie, ale dla mnie, żebym zbawił duszę, bo chce Pan Bóg, żebym zbawił duszę”(Pisma Adama Chmielowskiego”, s. 187)
Wczytując się w wypowiedzi Adama rozumiem, że miał on duży dystans do siebie, do odkrytego talentu… żeby sztuka nie stałą się bożyszczem; podporządkował sztukę swojemu człowieczeństwu i przede wszystkim Bogu, a nie odwrotnie. Twórczość Adama jest odzwierciedleniem jego słów powtarzanych kilkakrotnie, które dotyczył tego, że sztuka ma drugoplanowe znaczenie,  na pierwszym miejscu jest BÓG. Adam nie był zniewolony swoim talentem, a raczej go ujarzmiał i poszukiwał, co wyraził słowami: „W ogóle sztuka na bardzo nudnych ludzi wykreowała swoich adeptów; ja się temu nie dziwię i mam to przekonanie, że kto się na serio wziął do rzeczy, ten prowadzi moralna szulerkę a jeszcze gra nie idzie na tysiące, ale stawia się po troszku wszystko co człowiek ma najdroższego w sercu i w głowie – bardzo demoralizujące zajęcie, jeżeli za dobrze położony kolor sprzedałoby się przyjaciela. Co tu dziwnego, ze między malarzami tak dużo głupich ludzi i pijaków; najlepsi a są do niczego jak się gra skończy, chyba jeżeli się wygrało, a to taka rzadka rzecz.” (list do L. Siemieńskiego 1869/1870). Właśnie, wchodzimy w moralny wymiar sztuki i na chwilę oddaję głos p. Elżbiecie Charazińskiej:  „ Wymiar postaci Adama Chmielowskiego sprawia, że Chmielowski- artysta pozostaje ciągle w cieniu brata Alberta – opiekuna ubogich i Chmielowskiego –powstańca” (album s.41). Te słowa pisane w 1995 roku przez p. Elżbietę powinny zostać na zawsze aktualne – z czego niewątpliwie cieszyłby się sam Adam – ponieważ wyrażają prawidłowe Boże podejście do sztuki: czyli są rzeczy, sprawy ważniejsze niż sztuka, jest człowiek ważniejszy niż sztuka, jego dobro, jego rozwój wrażliwości. Cóż za korzyść duchową  poniesie artysta, gdy w danej chwili opuści osobę potrzebującą pomocy, a zajmie się np. dalszym malowanie dzieła w swojej pracowni?... Zauważam - jak pokazuje historia świata -  w ludzkiej pamięci i emocjach pozostają przynoszące dobro lub zło czyny wobec drugiego człowieka. Na przykładzie wielu postaci nie tylko Kościoła Katolickiego, przez wieki, przez lata, miesiące i dni jest przekazywana pamięć o nawet najdrobniejszych gestach miłości wobec bliźniego. Dlatego słusznie i naturalnie myśląc o Adamie Chmielowskim, zaraz staje przed oczyma jego postać jako pomagającego ubogim. Przez lata pytałam różnych artystów i osoby innych zawodów w różnych miejscach Polski, czy wiedzą dokładnie co namalował Adam Bernard Hilary Chmielowski, czy w ogóle kojarzą jego świeckie imię i nazwisko z Bratem Albertem i wielu na prawdę nie wiedziało…

Uważam, że otrzymał łaskę dystansu do malarstwa, rysunku, dlatego też każde jego dzieło jest wyjątkowe: widać w nich poszukiwanie formy, treści, środków i głębi ducha; jego prace zatrzymują i kierują do świata duchowego; prace artystyczne Adama są bardzo wychowawcze dla widzów i ludzi „po fachu”. W kolejnym liście do Lucjana Siemieńskiego pisze: „Co do mnie osobiście, to nie bardzo jestem żądny sławy, pieniędzy i powodzeń, a nawet takie pragnienia potępiałby w sobie”. A w innym liście czytamy do tego samego adresata czytamy: „Uwagi moje są prywatne, nie malarskie, bo do tych nie mam prawa, jako nic nie umiejący, ale głodnemu chleb na myśli”. A dalej zapisał: „A ja teraz nic nie umiejąc sam, już o sztuce gadam jak mądry – za co też pokornie proszę o przebaczenie.”( z listu do Lucjana Siemieńskiego, 6.III. 1870, Monachium).
Dlaczego właśnie on - Adam jako artysta i później w drodze ostatecznego wyboru -zakonnik może być dla nas artystów tym przynoszącym światło?... Jako artysta – osoba świecka, a później też osoba konsekrowana jest potwierdzonym autorytetem, na którym ja artystka mogę się śmiało oprzeć. Adam Chmielowski – święty Brat Albert z Krakowa dobrze zrozumiał, że społeczeństwo, czyli odbiorcy sztuki obdarzają artystów pewnego rodzaju kredytem zaufania publicznego, wierząc, że ci podają im właściwe kierunki myślenia, uczą gustu i smaku, estetyki, zapraszają do wewnętrznego swojego świata i pokazują w pewnym sensie jak można widzieć ludzi, rzeczy i różne zjawiska w otaczającej przestrzeni. W jednym z listów z Monachium zapisał takie słowa: ”Mówią, że styl to człowiek, nie wiem o ile to prawda, ale że obraz i ten co go robi, to jedno, to o tym jestem dowodnie przekonany. Nikt by nie uwierzył, jak to dalece jest prawda, więc na to rady nie ma. Jakiego Bóg człowieka stworzył, takie i obrazy będzie robił; ale świat zewnętrzny i otoczenie bardzo na ludzi wpływa i zmienia.” Nasz Adam spędzając długie godziny w swojej pracowni, rozmawiając z innymi przyjaciółmi artystami i obserwując świat napisał: „Wiele myślałem o życiu, kto jest ta królowa sztuka – i przyszedłem do przekonania, że jest to tylko wymysł ludzkiej wyobraźni, a raczej straszne widmo, które nam rzeczywistego Boga przysłania. Sztuka to tylko wyraz i nic innego, dzieła tej tak zwanej sztuki są zupełnie przyrodzone objawy naszej duszy, są to nasze własne dzieła, dobra jest rzecz, że je robimy, bo to naturalny sposób komunikacji i porozumienia między nami” – („Pisma…”, s. 61). Obecnie mamy już XXI wiek… od czasów Chmielowskiego minął ponad wiek. Zmieniły się warunki życia, zmienił się styl życia, zmienia się podejście do sztuki. Ale czy następujące słowa Adama zmieniły swoje znaczenie? Proszę posłuchać: : „W ogóle malowanie i rysunek nie są tu uważane za środek do przedstawienia myśli w pewnych warunkach estetyki, ale cel sztuki i ostatnie słowo. Tak jest prawie ogólnie i tak prawie wszyscy gadają. To pojęcie, jeśli do niego domiesza się chęć zysku albo wziętości, prowadzi za sobą malowanie obrazów pełnych ekscentryczności koloru i sytuacji, albo jeżeli chodzi tylko o pieniądze, do jakiejś potwornej fabryki”. Właśnie, wspomniane wyżej „Straszne widmo, które nam rzeczywistego Boga przysłania” i ryzyko „potwornej fabryki”…. Cytując powtórnie Adama, pragnę podkreślić, że na końcu świata będziemy sądzeni tylko z miłości do Boga i do drugiego człowieka. Będziemy sądzeni także z zadanych nam talentów. Dlatego otwierając tym artykułem pewnego rodzaju dialog wewnętrzny z samą sobą – do którego też zapraszam wszystkich słuchaczy i czytelników -  z całego serca i delikatnie pragnę zwrócić uwagę nam wszystkim, a szczególnie artystom, że celem naszego ziemskiego pielgrzymowania jest niebo, czyli wieczna zażyłość z Bogiem, a sztuka może być środkiem do zbawienia, ale niekoniecznym. Mocno również zastanawiają mnie słowa samego Adama Chmielowskiego: „W ogóle jest to psie rzemiosło to całe malowanie i i całą służba u sztuki. Przez cały dzień trzeba męczyć się nad obrazem, a wieczór ani jednej godziny wesołej ani innej myśli, tylko ciągłe kolory i linie. Ja od czasu jak maluje tom zajęty albo zmartwiony. Książek nie czytam, a próżnować nie mogę, bo coś ciągnie do obrazu, choćby warto było coś innego robić (…). Myślałem, że to tylko poczynającym taka bieda, ale to nie prawda, bo najlepsi artyści mówią, ze im kto więcej umie, tym mu gorzej żyć, a najlepiej głupcowi.” (z listu do Lucjana Siemieńskiego, 6.III. 1870, Monachium). Myślę sobie mając na uwadze powyższe słowa Adama, że: tylko Bóg ma nieskończoną moc przemawiania do człowieka, budzenia jego natchnień, to ON uzdalnia człowieka do twórczych, dobrych działań i ich efektów. Artyści wciąż krążą swoją wyobraźnią i twórczością, a Bóg nadal pozostaje Tajemnicą. Zdolność tworzenia jest darem Boga, jest udziałem i cząstką Geniuszu stwórczego Boga Ojca Stworzyciela wszystkiego. Artysta zatem nie jest stwórcą, tylko poszukującym niedoskonałym twórcą narażonym na ubóstwianie siebie.
Na koniec mojej wypowiedzi pragnę zadać sobie pytania robiąc jednocześnie rachunek sumienia:
 Co jest najważniejsze w moim życiu, a raczej KTO jest najważniejszy w moim życiu?
Czy sukces artystyczny jest najważniejszy?
Czy jestem za siebie odpowiedzialna?
Czy jestem odpowiedzialna za swoich uczniów?
Czy jestem odpowiedzialna za odbiorców mojej sztuki?
Po co mi moje obrazy i długie godziny dzienne i nocne spędzane na samotnej pracy w pracowni, jeśli nie będę wrażliwa na potrzeby moich najbliższych, przyjaciół znajomych? Jeśli nie będę miała czasu dla Boga? Po co?......
Pragnę podzielić się z Państwem moi marzeniem: uważam nawet za konieczne powołanie do życia wyższej uczelni artystycznej opartej na chrześcijańskich zasadach odnoszenia się do Boga jako jedynego Źródła talentu lub co może być prostsze (chociaż niekoniecznie): w zastanych środowiskach artystycznych: podejmować permanentną pracę z mentalnością przyszłych twórców kultury polskiej.
Życzę nam wszystkim artystom, abyśmy odkrywali sztukę przez Boga, a nie Boga przez sztukę. Zacznijmy najpierw szukać Boga!

Dodatkowe myśli Małgosi:
Sztuka cenniejsza niż złoto, a Miłość cenniejsza niż sztuka
Błogosławiony ten artysta, który swoje życie uczynił prawdziwym artyzmem.
Drogowskazy dla artystów to: przykazania miłości, dekalog, osiem błogosławieństw, Życie świętych, a nie sztuka, bowiem sztuka, bowiem sztuka nie jest drogowskazem.
Bez pokory tworzenia, żadne nasze dzieło nie będzie godne uwagi.       
Sztuka jest porozumieniem między sumieniem artystycznym a sumieniem moralnym.





niedziela, 12 listopada 2017

s.o.s. -art

 z myśli św. Brata Alberta:

„Kupił nas sobie Pan nasz, 
wydał wszystko co miał na zapłatę”



12 listopada 2017 A.D.- niedziela rozpoczynająca tydzień szczególnych modlitw o nawrócenie dla wszystkich środowisk artystycznych i kulturalnych na całym świecie. Zapraszam do łączności duchowej. Zachecam do codziennej Eucharystii, Różańca świętego, Drogi Krzyżowej i Koronki do Miłosierdzia Bożego 

wywiad

Adam - Artysta, który został świętym”

adam chmielowski, święty brat albertfot. mat. pras.
To tytuł wystawy przygotowanej przez katolicki zespół pracowni artystycznych - Mistrzowska Twórcza Akademia. Akademia od czerwca 2016 roku rozwija katolicką inicjatywę twórczości artystycznej, z głównym odniesieniem jej do Boga, a jednym z patronów Akademii jest właśnie św. Brat Albert.

Głównym założeniem tej wystawy jest pokazanie św. Brata Alberta, jako osoby, która przeszła bardzo różne etapy życia. Święty Brat Albert był i powstańcem styczniowym i malarzem, którego kariera w Polsce i za granicą zaczynała się bardzo dobrze rozwijać. Jest świętym Kościoła katolickiego, który wyniósł swoje człowieczeństwo ponad możliwości malarza. Był malarzem, rysownikiem też, ale zachowały się przede wszystkim jego prace malarskie. Możemy je oglądać w różnych muzeach w Polsce - mówi Małgorzata Tuszyńska z Mistrzowskiej Twórczej Akademii.

Bogdan Ingersleben - To skąd weźmiecie eksponaty na wystawę? Będziecie wypożyczać z innych muzeów?
Małgorzata Tuszyńska - Absolutnie nie. To jest niemożliwe. Chodzi nam o to, żeby na podstawie różnych reprodukcji, które mamy, pokazać etapy jego życia i opowiedzieć, jak owoce jego świętości wpłynęły na nasze wybory - czyli powstanie chrześcijańskiej grupy dla artystów i powstanie Mistrzowskiej Twórczej Akademii. Wierzymy głęboko, że to są też jego zasługi. Zanoszone do niego modlitwy, błagania, dziękczynienia żeby nam artystom błogosławił i prowadził. Żeby wstawiał się za nami u Pana Boga. Dlatego na tej wystawie pokażemy też  nasz sześcioletni dorobek, dorobek grupy - czyli naszej katolickiej pracowni artystycznej. Oczywiście na wystawie będą różne publikacje dotyczące św. Brata Alberta.
B.I. - Czy możemy się zatem spodziewać, że ekspozycja będzie stale uzupełniana Waszymi pracami?
- M.T. - Tak, jak najbardziej, Możliwe także, że będzie jeden taki dzień, w którym podejdziemy do tematu konferencyjnie. Prawdopodobnie trochę wtedy o Bracie Albercie poczytamy i podyskutujemy, bo słowo też jest bardzo ważne. Chcemy podkreślić, że ta wystawa ma pokazać Brata Alberta także jako Adama Chmielowskiego, który był artystą, a w pewnym momencie swojego życia pozwolił, by dotarło do niego, kim ma naprawdę być w życiu. Pozostawił swoją karierę malarską, by pomóc najbiedniejszym, bezdomnym. Właśnie w Krakowie rozpoczęła się ta historia. A my jesteśmy tym bardzo podbudowani, bo nie wiedzieliśmy, że właśnie w Krakowie powstaną nasze pracownie. Przez kilka lat szukaliśmy dla siebie takiego miejsca, w całej Polsce, bo przecież artyści z naszej grupy są w różnych częściach kraju. Od morza do Tatr.  
B. I. - A w samym Krakowie jak liczna jest grupa?
M.T. - Jest nas kilkoro stałych artystów, takich którzy w momentach weryfikacji przyznają się do tego, że są artystami katolickimi.  Proszę uwierzyć, że zdarzają się w życiu artysty momenty, kiedy przychodzi to z trudnością. Mają na to wpływ względy finansowe. Przykładowo - ktoś przeżywał dość długi okres biedy, a to się artystom często zdarza, potem otrzymuje granty i wtedy zdarza się, niestety, ten trudny moment odejścia od wartości, które się wyznaje, o których mówiło się i to z łatwością. Wielu odchodzi gdzie indziej.

Wystawa została przygotowana z okazji Roku św. Brata Alberta. Będzie ją można oglądać w siedzibie Mistrzowskiej Twórczej Akademii, przy ul. Sereno Fenna 5/8, od 17 stycznia do końca 2017 roku. Wstęp bezpłatny.

środa, 8 listopada 2017

ARTYSTA DOBRY JAK CHLEB - KONFERENCJA W KRAKOWIE


Artysta – dobry jak chleb
Konferencja zorganizowana w 100 rocznicę śmierci  
św. Brata Alberta
18.11.2017 (sobota)
aula Akademii Sztuk Pięknych im. Jana Matejki,
plac Jana Matejki 13, Kraków
Godz.10.00 - Otwarcie wystawy – wybranych dzieł Adama Chmielowskiego ze zbiorów Zgromadzenia Braci Albertynów
Godz.10.30  Otwarcie konferencji
Godz.10.40 Słowo wprowadzające
Godz.11.00  Adam Chmielowski o istocie sztuki – prof.dr hab.Tadeusz Boruta (UR)
Godz.11.20 Pedagogika artystyczna w pismach i w twórczości Adama Chmielowskiego - Małgorzata  Tuszyńska (UKSW)
Godz.11.40 Brat Albert w refleksji Karola Wojtyły - Jana Pawła II - ks. prof. dr hab. Jan Machniak (UP JPII)
Godz.12.00 Przerwa na kawę
Godz. 12.20 Adama Chmielowskiego wybór większej wolności - Brat Franciszek Grzelka  Zgromadzenie Braci Albertynów
12.40  Innowacyjność zaangażowania społecznego św. Brata Alberta, na tle innych przedsięwzięć w ówczesnej Europie i jego aktualność w czasach współczesnych - Bohdan Aniszczyk ( ZG TPBA- Wrocław)
Godz. 13.00 Poczęstunek
Godz. 13.45 -16.00 O współczesnej fascynacji postacią i dziełem św. Brata Alberta.
Świadectwa: s. dr Ksenia  Kalemba Zgromadzenie Sióstr Albertynek,  Ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski  Fundacja  Brata Alberta, Izabela Drobotowicz-Orkisz Teatr Hagiograf, prof. dr hab. Czesław Dźwigaj (ASP Kraków), art. fotografik Stanisław Markowski, ks. Jan Latosiński, Lidia Jazgar wokalistka, Lucyna Lubańska  Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta KK, prelegenci oraz osoby z sali.                          
Godz.15.45-17.00 Dyskusja panelowa  z udziałem prelegentów, moderator ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski
Godz.17.00 -18.00 Teatr Hagiograf.
organizatorzy: Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta Koło Krakowskie, Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”, Fundacja Sacr-art

współorganizator: Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta Koło Miechowskie
pomysłodawca: Małgorzata Ewa Tuszyńska